Delfinoterapia w wielu przypadkach jest częścią delfinowego biznesu

Zastanawiające jest to, że bardzo nieliczne ośrodki, w których prowadzona jest delfinoterapia, skupiają się tylko i wyłącznie na tego rodzaju interakcji ludzi z delfinami.

We większości przypadków delfiny dodatkowo, a raczej przede wszystkim uczestniczą w pokazach, w programach  “swim with the dolphin”. Pozornie nie ma  w tym nic dziwnego. Ba, na pierwszy rzut oka całkiem logicznie wyglądają argumenty, jakoby dla delfinów udział w pokazach i pływaniu z ludźmi  były panaceum na nudę i ograniczone możliwości ruchowe wynikającą z życia w niewoli.

Prawda jest jednak inna i nie brzmi już tak dobrze.

Ruch turystyczny, dla którego delfiny są magnesem, zapewnia krociowe zyski. Pojedyńczy, wytresowany delfin butlonos może być wart ponad 100 tys. dolarów i poprzez różne programy kontaktu z widzami, pokazy, sesje pływania, karmienia, możliwość robienia sobie zdjeć z delfinem, generuje roczny przychód dla morskiego parku rzędu ponad 1 mln dolarów. Właściciele delfinariów, inwestując w pozyskanie i wytrenowanie delfina, oczekują zwrotu z tej  inwestycji i zysków. A żeby były zyski, delfiny muszą pracować, pracować, pracować. Takie merkantylne nastawienie prowadzi do nadmiernej eksploatacji tych zwierząt, eskaluje ich stres i choroby z nim związane, wreszcie nierzadko prowadzi do śmierci delfinów w wyniku chorób, stresu wywołanych życiem w niewoli. Nieprzypadkowo w wielu krajach świata od kilkunastu lat, odkąd różne organizacje międzynarodowe ujawniły drugie oblicze delfinariów i delfinoterapii, bojkotuje się delfinaria i wszelkie formy trzymania dużych  ssaków morskich w niewoli. Ponadto w wielu krajach, zwłaszcza europejskich i basenu Morza Śródziemnego, M. Czarnego i częściowo M. Czerwonego zakazano odławiania delfinów z ich środowiska naturalnego w tych akwenach. Kwestia nacisków opinii publiczej, mediów oraz waga odpowiedniego wizerunku stały się naprawdę istotne. Wszystko to zagroziło rozwojowi delfinowego biznesu. 

Właściciele ośrodków z delfinami odpowiedzieli na tę sytuację w sposób dość przewrotny i … skuteczny. Jak? Eksponując właśnie temat delfinoterapii i swojego zaangażowania w zapewnienie potrzebującym tej właśnie formy terapii. Ze względu na szczytny cel delfinoterapii łatwiej jest pozyskać przychylność społeczeństwa i władz do trzymania tych zwierząt w niewoli (a przy okazji do angażowania ich do show, pływania z turystami itd.). Nie tylko zresztą do samego trzymania w niewoli. Nawet do odłowu delfinów z ich środowiska naturalnaego, mimo obowiązujących zakazów. Takie wydarzenie miało miejsce np. w lutym w 2007 r. w Turcji, gdzie  w ten sposób zagraniczny inwestor  operujący w delfinowym biznesie i na rynku nieruchomości próbował uzyskać przychylność lokalnych władz tureckich. Pół roku później o zgodę odpowiednich urzędów w Meksyku w tym względzie starało się Acuario Delfinario Sonora. Firma przekonywała, że aby prowadzić kosztowną delfinoterapię dla dzieci, musi wzmocnić swój budżet przy pomocy komercyjnych pokazów delfinów i programu pływania z butlonosami i pozyskać kolejne delfiny ze środowiska naturalnego (co jest o wiele tańsze, niż odkupienie zwierzęcia od innego delfinarium).

Kolejny przykład to delfinarium w Dubaju, które 21 maja 2008 r. otworzyło swoje podwoje. Delfiny z tego delfinarium pochodzą z Turcji, gdzie wcześniej trafiły z Ukrainy. Mimo, iż wlaściciele twierdzili, że jest to trzecie  pokolenie delfinów urodzonych i wychowanych w niewoli, eksperci CITES (Konwencji o Międzynaroowym Handlu Gatunkami Zagrożonymi Wyginięciem), sprawdzili, że odłowiono je  z ich naturalnego środowiska.  Warto tu zaznaczyć, że takie “nieścisłości” w dokumentach pochodzenia zwierząt są w delfinowym biznesie zaskakujaco częste, podobnie jak nieprawdziwe informacje dla turystów i rodzin korzystajacych z delfinoterapii o tym, że delfiny trzymane  w niewoli mają tam lepiej niż w środowisku naturalnym i że nie ma żadnych szans  na to, by poradziły sobie w morzu. 

W 2010 roku w Turcji rosyjski właściciel delfinariów starał się uruchomić kolejne komercyjne delfinarium swojej sieci – w miejscowości Hisaronu, wykorzystując do tego urągajacy wszelkim normom mały basen przy supermarkecie. Gdy podniosła się wrzawa opinii międzynarodowej wokół tej sprawy, zaczął szermować argumentami, że przecież ożywi to gospodarkę i ruch turystyczny w tym regionie  a przy okazji będzie można uruchomić w tym miejscu delfinoterapię…

 

Również w 2010 roku w Hurghadzie namierzono 4 delfiny importowane z Japonii z niesławnego Taiji, gdzie co roku dokonuje się masakry ponad 20 tys. delfinów. Zwierzęta trzymane były w małym przydomowym basenie. Władze egipskie nie widziały w tym specjalnego problemu, bo  przecież… delfinów nie odłowiono z M. Czerwonego, z wód terytorialnych Egiptu (import z Japonii jest legalny w świetle prawa egipskiego) a poza tym przecież delfiny miały być przygotowywane ponoć m.in. do pracy także przy delfinoterapii w  jednym z egipskich delfinariów…

Brak komentarzy

Dodaj komentarz