Żyrafoterapia czyli … co z tymi delfinami?

Na jednej z zachodnich stron poświęconych delfinoterapii pojawił się jakiś czas temu bardzo ciekawy komentarz, który chyba warto wziąć sobie do serca, gdy szukamy właściwej pomocy dla naszych Najbliższych i rozpatrujemy także opcję terapii z wykorzystaniem delfina.

„Kilka lat temu, pracując jako nauczyciel wspierający, pracujący z dziećmi niepełnosprawnymi,  zorganizowałam prywatną wycieczkę po ogrodzie zoologicznym dla 14-letniego chłopca i jego matki. Dziecko cierpiało na ciężką formę autyzmu. Chłopiec ten nigdy się nie komunikował w żaden klasyczny sposób, nie chodził i wydawało się, że nie jest świadomy swojego otoczenia.

Zaplanowałam marszrutę tak, jakby było to zdrowe dziecko, które może cieszyć się atrakcjami takiego miejsca. Na dodatek złamałam kilka zasad obowiązujących odwiedzających, bo w kilku przypadkach wjeżdżaliśmy z wózkiem za bariery odgradzające widzów od zwierząt – oczywiście tylko tam, gdzie było to bezpieczne.

Spacerowaliśmy po zoo chyba ze 2 godziny. Żadnej reakcji ze strony chłopca. Żadnego spojrzenia w kierunku zwierząt. Nic.

Gdy zbliżyliśmy się do wybiegu dla żyrafy, wzięłam trochę siana z zagrody dla zwierząt i włożyłam za połę ubrania chłopca.  A potem popchnęłam lekko wózek z moim podopiecznym za bariery, tak, że samiec żyrafy, który był bardzo łagodny i przyzwyczajony do bliskiego kontaktu z odwiedzającymi, mógł wziąć siano od chłopca.

Gdy żyrafa jadła siano, obie z matką chłopca zauważyłyśmy, że … wzrok chłopca począł wędrować za ruchami żyrafy, gdy ta sięgała po kolejną porcję siana.

Gdy żyrafa skończyła jeść i zaczęła się oddalać, dzieciak wyciągnął rękę z palcami, nienaturalnie skręconymi z powodu ich nieużywania, z dużym wysiłkiem wskazał na żyrafę i zaczął próbować coś mówić.

Jego matka dosłownie osunęła się z wrażenia na ławkę i zaczęła szlochać. To było coś absolutnie przełomowego. 14 lat bez żadnej komunikacji ze strony dziecka, a teraz wskazywanie palcem i próba gaworzenia do żyrafy.

Czy takie wydarzenie oznacza, że powinniśmy odławiać żyrafy i zacząć stosować żyrafoterapię?!? Sądzę, że nie! Żyrafa i efekt jej oddziaływania na autystyczne dziecko może posłużyć jedynie jako kolejna przesłanka za dobrze znaną tezą, iż niektóre zwierzęta mogą nawiązać zaskakującą więź  z człowiekiem i oddziaływać nań w intensywny sposób.

Więźniowie oswajają dzikie konie a strażnicy potwierdzają, że osadzeni dzięki temu sami stają się bardziej łagodni. Rezydenci domów opieki wydają się być szczęśliwsi w dniach, gdy pojawiają się w ich ośrodku dogoterapeuci z czworonogami. Pacjentom z wysokim ciśnieniem krwi pomaga na obniżenie ciśnienia obecność pupila w ich domu a zwłaszcza pieszczoty, jakimi obdarzają domowe zwierzęta. Ludzie, którzy przeżyli wielki stres, są w stanie na chwilę zapomnieć o swych traumatycznych doświadczeniach, gdy bawią się z psem lub szczotkują konia.

Dlaczego więc niektórzy tak nieugięcie twierdzą, że delfinoterapia jest wyjątkowa i przełomowa? Bo albo sami mają finansowy interes w tym, by popierać delfinoterapię, albo dali się zindoktrynować tym, którzy żyją z delfinoterapii. Rozmawiałam z wieloma osobami, które wcześniej zajmowały się delfinoterapią, rozpoczynając pracę z delfinami z błyskiem w oczach, by porzucić ją potem z poczuciem depresji wywołanej świadomością tego, co tak naprawdę dzieje się z delfinami trzymanymi w niewoli.

Uczestnicy delfinoterapii skorzystaliby prawdopodobnie o wiele więcej jako uczestnicy hippoterapii, czy terapii z udziałem psów bądź kotów.

Jako matka adoptowanego niepełnosprawnego dziecka i były wieloletni doradca dla rodziców rozpatrujących możliwość takiej adopcji, po latach od owego doświadczenia z chłopcem i żyrafą jestem absolutnie przekonana o wartości  posiadania domowego zwierzęcia we większości przypadków, gdy w rodzinie jest osoba niepełnosprawna.

A wracając do owego 14-letniego chłopca… Jego matka zadzwoniła do mnie kilka tygodni później po opisanym wydarzeniu w zoo. Skorzystała z mojej rekomendacji i przygarnęła kociątko. Okazało się, że dziecko starało się wymawiać imię zwierzątka, zostawiło wózek i zaczęło próbować podążać po podłodze za kociakiem…”

Brak komentarzy

Dodaj komentarz